144463170895331
 
  • Piotr Mechlinski

O co chodzi w mindfulness?

Aktualizacja: kwi 29



Pro­gram Reduk­cji Stresu w Opar­ciu o Uważ­ność (MBSR od ang. Mind­ful­ness-Based Stress Reduc­tion) został wstępnie opra­co­wany w Kli­nice Reduk­cji Stresu przy Wydziale Medycz­nym Uni­wer­sy­tetu Mas­sa­chu­setts w roku 1979 przez Jona Kabat-Zinna.


Stąd pomyślałem, że najlepiej będzie opisać mindfulness i sam kurs MBSR cytatami z jego książki, uznawanej od lat za postawę praktyki („Życie, piękna katastrofa")


„MBSR opiera się na sys­te­ma­tycz­nym tre­ningu uważ­no­ści, for­mie medy­ta­cji wywo­dzą­cej się z bud­dyj­skich tra­dy­cji Azji. Prak­tyka uważ­no­ści spro­wa­dza się wła­śnie do uświa­da­mia­nia sobie z chwili na chwilę, co dzieje się w naszym umy­śle, i do obser­wa­cji, jak zmie­nia się nasze doświad­cze­nie, gdy to robimy. Dla porządku zazna­czę tylko, że ćwi­cze­nie uważ­no­ści nie polega na zmu­sza­niu umy­słu, by nie popa­dał w zamy­śle­nie. To byłaby tylko kolejna udręka. Cho­dzi raczej o to, byśmy uświa­da­miali sobie, kiedy umysł popada w zamy­śle­nie czy roz­pro­sze­nie, i byśmy – naj­le­piej jak potra­fimy – kie­ro­wali uwagę na powrót ku temu, co naj­istot­niej­sze i naj­waż­niej­sze dla nas w tej chwili, w „tu i teraz” na obec­nym eta­pie naszego życia.”


„MBSR są pomy­ślane jako sku­teczna prze­ciw­waga dla wszyst­kiego, co nas od sie­bie odciąga, i anti­do­tum na utratę kon­taktu z tym, co naprawdę ważne. Jeste­śmy tak skłonni do popa­da­nia w pośpiech w dzia­ła­niu, tak bar­dzo uwię­zieni we wła­snych myślach i opi­niach o tym, co uzna­jemy za ważne, że nie­zwy­kle łatwo wikłamy się w stan chro­nicz­nego napię­cia, nie­po­koju i cią­głego roz­pro­sze­nia, a to stale napę­dza nasze życie i staje się domyśl­nym try­bem naszego funk­cjo­no­wa­nia, naszym auto­pi­lo­tem. Stres jest jesz­cze bar­dziej zło­żony, gdy mamy do czy­nie­nia z poważną dole­gli­wo­ścią, chro­nicz­nym bólem czy chro­niczną cho­robą, która dotyka nas samych albo kogoś z bli­skich. Uważ­ność, jako sku­teczna i nie­za­wodna prze­ciw­waga wzmac­nia­jąca nasze zdro­wie, samo­po­czu­cie, a może nawet rów­no­wagę psy­chiczną, odgrywa więc coraz więk­szą rolę.”


Ruty­nowo, bez­wied­nie mar­nu­jemy ogromne ilo­ści ener­gii, auto­ma­tycz­nie i nie­świa­do­mie reagu­jąc na świat zewnętrzny i wła­sne wewnętrzne prze­ży­cia. Pie­lę­gno­wa­nie uważ­no­ści ozna­cza wyko­rzy­sty­wa­nie i sku­pie­nie naszej wła­snej mar­no­wa­nej ener­gii. Czy­niąc to, uczymy się osią­gać poziom spo­koju, który pozwala nam na głę­boki wgląd i trwa­nie w chwili dobrego samo­po­czu­cia i roz­luź­nie­nia. Jed­no­cze­śnie uła­twia nam zro­zu­mie­nie spo­sobu, w jaki rze­czy­wi­ście pod­cho­dzimy do życia, a tym samym zro­zu­mie­nie, jakich zmian musimy doko­nać, by było zdrow­sze i lep­sze. Na doda­tek pomaga nam sku­tecz­niej kie­ro­wać wła­sną ener­gią w stre­su­ją­cych sytu­acjach lub gdy czu­jemy się zagro­żeni czy bez­radni. ”


ZASADY DOTY­CZĄCE PODEJ­ŚCIA DO PRAK­TYKI – FUN­DA­MENT PRAK­TYKI UWAŻ­NO­ŚCI

  1. Nieosądzanie. „Nawyk kate­go­ry­zo­wa­nia i osą­dza­nia naszych prze­żyć zamyka nas w auto­ma­tycz­nych reak­cjach, któ­rych nawet sobie nie uświa­da­miamy i które czę­sto nie mają obiek­tyw­nych pod­staw. Takie osądy nie­rzadko domi­nują nad naszym umy­słem, utrud­nia­jąc odna­le­zie­nie wewnętrz­nego spo­koju czy roze­zna­nia, co się rze­czy­wi­ście dzieje.”

  2. Cierpliwość. „Cier­pli­wość może być zba­wienna zwłasz­cza wtedy, gdy umysł jest wzbu­rzony. Może nam pomóc zaak­cep­to­wać tę skłon­ność umy­słu do wędró­wek, przy­po­mnieć, że nie musimy być pochło­nięci tymi mean­drami. Prak­ty­ko­wa­nie cier­pli­wo­ści przy­po­mina nam, że bogac­two chwil nie polega na wypeł­nia­niu ich aktyw­no­ścią czy jesz­cze więk­szą dawką myśle­nia. ”

  3. Umysł początkującego. „Otwarty umysł, umysł „począt­ku­ją­cego” pozwala nam zacho­wać chłon­ność wobec nowych moż­li­wo­ści i nie pozwala, byśmy utknęli w kole­inach wła­snych kom­pe­ten­cji, zbu­do­wa­nych czę­sto na prze­ko­na­niu, że wiemy wię­cej niż w rze­czy­wi­sto­ści. Żadna chwila nie jest taka sama jak inna. Każda jest wyjąt­kowa i każda kryje w sobie wyjąt­kowe moż­li­wo­ści. Umysł począt­ku­ją­cego przy­po­mina nam tę pro­stą prawdę.”

  4. Ufność. „Roz­wi­nię­cie ele­men­tar­nej wiary w sie­bie i swoje uczu­cia to inte­gralna część tre­ningu medy­ta­cji. Dużo lepiej zaufać swo­jej intu­icji i swo­jemu wła­snemu auto­ry­te­towi – nawet jeśli zda­rzają nam się „pomyłki” na ścieżce – niż zawsze poszu­ki­wać rady gdzie indziej. Gdy w danej chwili coś wydaje się nie w porządku, dla­czego masz nie usza­no­wać swo­ich uczuć? Dla­czego miał­byś obni­żać ich war­tość albo je igno­ro­wać jako nie­ważne tylko dla­tego, że jakiś auto­ry­tet czy grupa ludzi mówi albo myśli co innego?”

  5. Bez­wy­sił­ko­wość / Brak dążenia. „Nie­mal wszyst­kie nasze dzia­ła­nia mają na celu, byśmy coś zdo­byli lub gdzieś dotarli. W medy­ta­cji taka postawa jest praw­dziwą prze­szkodą. Bo medy­ta­cja różni się od wszyst­kich innych form ludz­kiej aktyw­no­ści. Choć wymaga sporo pracy i ener­gii, osta­tecz­nie jest nie-dzia­ła­niem. Nie ma w niej innego celu, niż być sobą.”

  6. Akceptacja. „Akcep­ta­cja ozna­cza postrze­ga­nie rze­czy w ich rze­czywistej postaci teraz, w chwili, która wła­śnie nastała. Jeśli boli nas głowa, zaak­cep­tujmy fakt, że mamy ból głowy. Jeśli mamy nad­wagę, dla­czego nie pogo­dzić się z nad­wagą jako opi­sem naszej cie­le­sno­ści w tym momen­cie? Prę­dzej czy póź­niej musimy pogo­dzić się z rze­czami takimi, jakie są, i zaak­cep­to­wać je nie­za­leż­nie od tego, czy jest to zdia­gno­zo­wany nowo­twór czy wia­do­mość o czy­jejś śmierci. Nie cho­dzi wcale o bierną rezy­gna­cję. Akcep­ta­cja, o któ­rej mowa, ozna­cza po pro­stu to, że prę­dzej czy póź­niej musimy przy­stać na postrze­ga­nie rze­czy takimi, jakie są. Takie podej­ście przy­go­to­wuje grunt pod odpo­wied­nie dzia­ła­nie”

  7. Nie lgnięcie / „Pusz­cza­nie”. „Gdy zaczy­namy zwra­cać uwagę na nasze wewnętrzne doświad­cze­nia, szybko odkry­wamy, że ist­nieją pewne myśli, uczu­cia i sytu­acje, do któ­rych umysł naj­wi­docz­niej chce przy­lgnąć. „W prak­tyce medy­ta­cji celowo poha­mo­wu­jemy skłon­ność do lep­szego trak­to­wa­nia jed­nych aspek­tów naszych doświad­czeń i eli­mi­no­wa­nia innych. Zamiast takiej selek­cji pozwa­lamy, by nasze prze­ży­cia pły­nęły w takiej postaci, w jakiej się poja­wiają, i obser­wu­jemy je z chwili na chwilę. „Pusz­cza­nie” jest spo­so­bem na to, by pozwo­lić rze­czom być, lub też akcep­to­wa­niem ich w natu­ral­nej postaci. Kiedy zauwa­żamy, że nasz umysł staje się łap­czywy wobec jed­nych doznań, a inne odpy­cha, przy­po­mi­namy sobie, by umyśl­nie poha­mo­wać te odru­chy i zoba­czyć, co się sta­nie, gdy to zro­bimy. Gdy odkry­wamy, że osą­dzamy swoje doświad­cze­nie, „pusz­czamy” takie osą­dza­jące myśli. Roz­po­zna­jemy je i już nie podą­żamy za nimi ani chwili dłu­żej. Pozwa­lamy im być, zaist­nieć, a robiąc to, pozwa­lamy im odpły­nąć.”

Więcej w książce :)


Dowiedz się więcej o kursie mindfulness MBSR


126 wyświetlenia0 komentarz